Wysoki budżet, ładny stadion, mocna kadra, rozwijająca się akademia. Stal Rzeszów mimo, iż jest beniaminkiem II ligi jeszcze w tamtym roku była murowanym kandydatem do awansu. Ba! Pojawiały się głosy, że to ona będzie walczyła z Widzewem o miejsca 1-2. Tymczasem bliżej jej na razie do strefy spadkowej niż do miejsc barażowych…

Dobry początek

Koniec lipca. Sobota. Inauguracja II ligi. Stadion Miejski w Rzeszowie. Gospodarze podejmowali Pogoń Siedlce, która wiosną 2019 roku była rewelacją i o mało nie awansowała na zaplecze Ekstraklasy. Stal natomiast była podbudowana po wygranej z Podhalem Nowy Targ, która dawała upragniony awans. Zakończyło się 3:2. Z trybun to spotkanie oglądało ponad 1,5 tys. widzów. Oczywiście patrząc na liczbę mieszkańców stolicy Podkarpacia szału nie ma, ale na standardy II-ligowe była to porządna frekwencja.

Potem przyszły zwycięstwa kolejno nad Legionovią, Lechem II, i Elaną. Do kolekcji zaliczymy jeszcze porażki z Garbarnią i Górnikiem. Po 6. kolejce spotkań Stal była liderem II ligi, co ciekawe tuż przed nieprzyjacielem z Wyspiańskiego. Nie pamiętam żeby kogoś ta lokata dziwiła.

Mecz z Widzewem

Podopieczni Janusza Niedźwiedzia jechali do Łodzi jako lider II ligi. Widzew wtedy punktowo wyglądał bardzo blado, ale uroki „Serca Łodzi” robią swoje. Nie inaczej było wtedy. Stal nie zaprezentowała postawy godnej lidera i przegrała z Widzewem różnicą dwóch bramek.

Punktowa zadyszka

Po tym meczu chyba coś się wypaliło. Wprawdzie następne trzy mecze nie wyglądały tragicznie, bo rzeszowianie zremisowali z „GieKSą”, wygrali ze Stalową Wolą, a potem podzielili się punktami z Resovią. Następne starcia to jednak pasmo niepowodzeń i czasem nawet kompromitacji jaką była chociażby domowa porażka z Gryfem. Zwycięstwo nad Błękitnymi dało cień nadziei na wydostanie się z dołka, ale jak się potem okazało była to jedna z nielicznych wygranych w październiku i listopadzie. Kibice co raz mniej wierzyli w projekt Niedźwiedzia, który przekonywał, że zespół gra dobrze i będzie punktował. Władze klubu niezbyt kwapili się do jakichkolwiek zmian na stanowisku trenera. Ufali mu. Prawda jest taka, że z ofensywnego stylu gry Stali, który prezentowała w III lidze oraz w początkowych kolejkach II ligi niewiele zostało, a przecież miała do tego odpowiednie personalia. Sam dyrektor Wlaźlik przekonywał nas, że piłkarze nie mają wygórowanych kontraktów, a zawodników których sprowadza będą grać w Stali w I lidze.

Runda jesienna ze zmiennym szczęściem

Stal rundę jesienną (17 kolejek) zakończyła na 7. miejscu, czyli tuż za strefą barażową. Strata do lidera była już większa, bo wynosiła siedem punktów. Jednak baraże jak najbardziej były w jej zasięgu. Patrząc na statystyki „Stalowcy” wygrali tylko 8 meczów (mniej niż połowa!) co nikomu nie dawało satysfakcji.

Nowe nadzieje

„Zimą” II-ligowca wzmocnili m.in. Łukasz Góra z Chrobrego, Marcel Kotwica z Puszczy i seryjny golleador z Warszawy, czyli Krystian Pieczara. Trzon drużyny się nie zmienił, choć ubytki też były. Jednak kusząco zapowiadał się tercet Goncerz-Pląskowski-Pieczara, który musiał być gwarantem wielu goli na wiosnę.

Wymuszona przerwa pandemiczna miała pomóc drużynie w odpowiednim przygotowaniu się do walki o I ligę. Tymczasem porażka u siebie z rozpędzonymi Polkowicami przelała czarę goryczy. Stal Rzeszów zakończyła współpracę z Januszem Niedźwiedziem i postawiła na Marcina Wołowca, którego każdy przy Hetmańskiej zna i ceni. W tym czasie kiedy „Żurawie” borykały się z kryzysem Wołowiec robił furorę w III lidze z Wólczanką Wólka Pełkińska, która zresztą jest klubem satelickim dla Stali. Wydawało się, że to naturalny ruch z obu stron. Jak się potem okazało Wołowiec miał wystarczająco dużo czasu, aby poukładać drużynę po swojemu. Dało się to zauważyć podczas wyjazdowego spotkania z Elaną, gdzie Stal wygrała pewnie 4:1. Wszyscy byli przekonani, że wróciła stara dobra Stal. Warto dodać, że w międzyczasie do sztabu dołączył Krzysztof Łętocha, który również kibicom rzeszowskim nie jest obcy.

„Stalowcy” po 26. kolejkach znajdują się na odległym 11. miejscu. Wygrali tylko 10 meczów (38%). Bliżej im niestety do strefy spadkowej niż awansu. Ciężko stwierdzić dlaczego tak jest. Być może beniaminkowi ciężej uczyć się II ligi. Kto by pomyślał jeszcze w sierpniu, że Stal może zacząć drżeć o utrzymanie… Do końca rozgrywek pozostało 8 kolejek. Wszystko jest możliwe, ale chyba nikt w klubie nie rozważał takiego scenariusza jak walka o ligowy byt.

Pozostaje trzymać kciuki, bo takie projekty pomogą polskiej piłce.

Foto. Radosław Kuśmierz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *